Wyborczy slalom

Kampania wyborcza wchodzi w decydującą fazę. Komitety wyborcze ujawniły swoich kandydatów, hasła i programy. Zapoznanie się z listami i materiałami wyborczymi dostarcza ciekawych obserwacji i refleksji.

Listy zawierają nazwiska kandydatów, którzy w przekonaniu twórców tych list mają największe szanse na zdobycie mandatu. Na miejskiej liście kandydatów do Rady Powiatu wiodącej siły figuruje znany, ceniony, sympatyczny i popularny naczelnik wydziału w Starostwie Powiatowym. W poprzednich wyborach uzyskał świetny wynik – 525 głosów i zdobył mandat. Oczywiście radnym nie jest, nie zamieni przecież 4000 zł poborów na 1000 zł diety (dane orientacyjne). Na jego miejsce wszedł kolejny kandydat z listy. W tym roku “myk” się powtarza. Czy to jest legalne? Oczywiście! Czy to jest uczciwe? Mam wątpliwości. Wyborcy, którzy widzą danego kandydata w radzie powiatu zasługują na szacunek i uczciwe traktowanie, a są po prostu oszukiwani.

Kolejny przypadek. Kandyduje były (aktualny?) starosta. Występuje w procesie karnym w charakterze oskarżonego. Jeżeli zostanie wybrany, a w najbliższym czasie skazany za przestępstwo umyślne – straci mandat, ale na jego miejsce wejdzie kolega z listy. Czy to jest uczciwe?

Na liście innej znanej partii znajduje się bardzo aktywny ostatnio demaskator powiatowej patologii. I ma oczywiście rację – wszelkie nieprawidłowości należy ujawniać i piętnować. Tylko, że przydałby się jakiś przynajmniej symboliczny rachunek sumienia, nawet bez pokuty. Przecież sam przez lata będąc sekretarzem w Starostwie Powiatowym o tych zjawiskach wiedział i w jakimś stopniu w tym wszystkim uczestniczył.

Inny wątek. Materiały wyborcze kandydatów muszą być oznaczone i zawierać informację, kto je sfinansował. Niektórzy kandydaci rezygnują z logo partii, z której startują, a nazwa jest tak mała i umieszczona w taki sposób, że trzeba sobie zadać sporo trudu, by odkryć kogo reprezentują. Czyżby się wstydzili?

Może ktoś powiedzieć, że się czepiam i zapewne będzie mieć trochę racji. Trudno porównać zmagania polityków do szlachetnych, rycerskich pojedynków, ale istnieją granice wyznaczone przez prawo wyborcze – te łatwo określić oraz reguły przyzwoitości i uczciwości, jednak widać dla wielu są one bardzo płynne. I trzeba mieć tę świadomość, by nie dać się po raz kolejny oszukać.

I na koniec – programy i hasła wyborcze. To, że kandydaci chcą, abyśmy byli piękni, bogaci, zdrowi, szczęśliwi i dumni nikogo już nie dziwi. Ale hasła typu “Czas na zmiany”, czy “Zmieniajmy Hrubieszów” w mieście ciągłej rewolucji, w którym żaden z włodarzy nie uzyskał reelekcji brzmią jak ironia lub szyderstwo.

Leszek Otręba

Udostępnij tę stronę...